środa, 6 lipca 2011

Budować - czy na pewno na wsi.



Jest wiele powodów, dla których podejmujecie decyzję: Budujemy na wsi. Czy jednak do końca zdajecie sobie sprawę z konsekwencji takiego wyboru? 

Na wsi – bo tania działka

Mieszkać w mieście czy na wsi? – nie wszędzie to pytanie oznacza to samo. W Policach czy Bochni jest tylko wyborem miejsca, w którym będziemy mieszkać, w Warszawie czy Krakowie to być albo nie być własnego domu. Za 100 tys. zł trudno kupić działkę bliżej niż 20 km od Pałacu Kultury i Nauki. Zaporowa cena gruntów zmusza do tego, by zakreślić na mapie obszar poszukiwań o wiele odleglejszy od centrum.
Kto najczęściej buduje? Młode małżeństwa, które mając do wyboru mieszkanie lub dom, wolą oczywiście to drugie. Idea domu bierze górę nad niepokojem: A jak tam będzie nam się żyło? Jak pogodzicie mieszkanie, pracę, szkołę dzieci, życie towarzyskie i rodzinne z odległością, jaka będzie dzieliła wasze nowe miejsce zamieszkania od wszystkiego ważnego, co jednak... pozostało w mieście.
Z sondy przeprowadzonej na potrzeby tego artykułu wynika, że inwestorzy godzą się z dojazdem, który będzie zajmował do dwóch godzin dziennie. Przekłada się to na odległość 20-35 km od centrum miasta. Jeśli jednak dodać do tego miejskie niedogodności z komunikacją, okaże się, że średnio trzy godziny dziennie spędzamy w drodze. W ciągu roku daje to miesiąc podróży przez 24 godziny na dobę. To już zmusza do zastanowienia...
A co w zamian? Argumenty „wsiowych” są bardzo podobne: ucieczka od miejskiego zgiełku, spalin, piękno krajobrazu, cisza, życie w zgodzie z naturą, praca w ogrodzie, spokój i lepsze warunki rozwoju dzieci.
To prawda – na wsi jest pięknie, ale czy zdajesz sobie sprawę z tego, że wzniosłe ideały muszą sprawdzić się nie tylko kiedy dojeżdżasz w maju – świat uśmiecha się do nas – ale i w grudniu, kiedy wyruszasz i wracasz po ciemku, pada deszcz ze śniegiem, droga zamarza, a drogówka znów zaspała. Trzeba być na „tak”, gdy jeden rodzic-kierowca się rozchoruje, gdy boli głowa albo gdy musisz szybko dotrzeć z dzieckiem do lekarza. Trzeba mieć naprawdę mocne przekonanie, że wieś jest „the best”, by nie zwątpić w jej atuty (zwłaszcza kiedy pomyślisz, że jeszcze niedawno, kiedy mieszkałeś w mieście, miałeś 10 minut na piechotę).


Proste, choć ważne pytania: jak dojechać do miasta, jak zorganizować dzień?
Autor: Andrzej T. Papliński
Budowa z dala od miasta jest zwykle bardziej skomplikowana – odległość utrudnia inwestycję.
Autor: Andrzej T. Papliński

Codzienna łamigłówka

Kiedyś to było proste. Kto się budował na wsi, miał zazwyczaj kawał pola albo posadę agronoma na miejscu. Nie musiał dojeżdżać. Teraz wieś jest tylko sypialnią i miejscem wrażeń estetycznych. Budują się tu ludzie ambitni – stać ich było na budowę domu, teraz chcą wykształcić dzieci, godzić życie rodzinne, pracę i rekreację. W poprzek tym planom staje odległość. Dom nie jest po prostu domem, staje się celem – podróży, organizacji tygodnia, ochrony tego miejsca. To główny bohater każdego dnia z listą problemów często nie do rozwiązania.
Tak naprawdę problemem nie jest odległość. Samochód przemierzy trasę szybko i wygodnie. Dramatem jest taka organizacja dnia, by wszyscy dojechali do miasta i wrócili z niego. Tata jedzie do pracy na siódmą, mama zaczyna pracę o dziesiątej. Syn idzie do szkoły w mieście na ósmą, a córka na dwunastą. Tata kończy pracę o różnych porach, mama zawsze o dziewiętnastej, syn o dwunastej, a córka o szesnastej. Konia z rzędem temu, kto rozwiąże tę życiową łamigłówkę za pomocą jednego samochodu. Będą potrzebne:
– dwa samochody,
– jakieś mieszkanie w mieście (kawalerka albo rodziny),
– babcia albo opiekunka,
– telefony komórkowe.
Są tu różne warianty: babcia odbiera pociechę, dziecko czeka w świetlicy, któreś z rodziców bierze na siebie obowiązki taksówkarza i opiekuna i czeka, aż żona/mąż skończy pracę. Finał: pobudka o szóstej rano, a powrót przed dwudziestą. Zmęczenie, brak czasu na odrobienie lekcji, porządki, odpoczynek. W zderzeniu z taką rzeczywistością piękno krajobrazu i sielankowość wsi rzadko wygrywa, niestety...


Trzeba się też liczyć z kłopotami pionierów – brakiem dróg i mediów.
Autor: Andrzej T. Papliński
Nawet w tak „pięknym” miejscu ważniejsze okażą się kłopoty z organizacją dnia niż widok za oknem. Nie wierzycie, ale tak jest...
Autor: Andrzej T. Papliński

Wieś nie dla ubogich

Warto też wspomnieć o wydatkach. Utrzymanie dużego samochodu, którym rodzina może bezpiecznie podróżować, nie jest tanie. To zwykle wydatek około 1000 zł miesięcznie na paliwo (samochód o pojemności 2 l, 60 km w obie strony), a do tego naprawy, części zamienne, ubezpieczenie. A zwykle samochody potrzebne są dwa. Doliczmy jeszcze koszt biletów miesięcznych komunikacji miejskiej (zwykle są konieczne), telefonów komórkowych (najlepiej, gdy telefon ma każdy członek rodziny) – okaże się, że życie na wsi jest po prostu drogie.
Nie należy zapominać o kosztach uzbrojenia działki. Im mniej wybór jest przemyślany, tym będzie drożej. Linia energetyczna kilkaset metrów od granicy, brak gazu (konieczność montażu zbiornika na gaz płynny), wykonanie utwardzonej drogi też kosztuje niemało.
Ludzie są bardzo zajęci. Takie są czasy, że rzadko kończy się pracę o piętnastej, dzieci chodzą na zajęcia dodatkowe i basen, rodzice się dokształcają. Dom na wsi stoi w poprzek temu naturalnemu dziś zabieganiu. Wieś żąda prostych reguła: praca – dom, szkoła – dom. A tego zrobić się nie da! Nawet zapomnieć niczego nie wolno, bo przyjdzie po zeszyt do matematyki jechać 25 km w jedną stronę. A w sobotę? Wolne? Nie – zakupy, sprawy niecierpiące zwłoki do załatwienia w mieście, porządki. A w niedzielę? Wreszcie dzień wolny. Ale przecież trawnik przypomina łąkę, ogródek zarósł perzem, mieszkanie po tygodniu walki wymaga gruntownych porządków, a tu jeszcze znajomi wreszcie zjawią się z wizytą – pani domu ma pełne ręce roboty. Kto mieszka na wsi, kupuje wiele przedmiotów: kosiarkę, grabie, siekierę (bo jest kominek) mop, stolik i plastikowe krzesła. A leżak? Na końcu...
I tak oto dochodzimy do paradoksu – człowiek na wsi nie ma czasu na realizację tych wszystkich marzeń, które mobilizowały go przed budową. Wieś kontemplują mieszczuchy. Gremialnie zjeżdżają w weekendy, docierają rowerami – oni nie mają żadnych obowiązków, im trawa nie rośnie.

Zbyt zmęczeni, by się cieszyć?

Pomyślmy jeszcze o rodzinie, o dzieciach. Kiedyś na wsi siedziały rody, zamiedzą kum, pod lasem kum – ludzie żyli w jakiejś wspólnocie. Teraz wyprawa na wieś wiąże się z całkowitym wyrwaniem z naturalnego środowiska, choćby to było obskurne blokowisko. To życiowe przeflancowanie wiąże się więc też z mniejszą lub większą samotnością. Do wszystkich daleko, nie ma mowy, by pójść na kawę; można pojechać, ale po tygodniu za kierownicą naprawdę się nie chce.
Dzieci? Mają własne podwórko, piaskownicę, huśtawkę. Gorzej, gdy przyszło nam mieszkać na prawdziwej wsi – nie mają wtedy kolegów, bo miejscowe środowisko obcych traktuje nieufnie – trudno pogodzić otwartość dzieci z miasta z nieufnością tych ze wsi. Albo dzieci jest mało, nie są w tym wieku. Jakże często przed rodzicem staje szlachetne wyzwanie – zorganizować pociechom czas. Wyprawy rowerowe, wycieczki, spacery, gra w piłkę, tylko w końcu przychodzi myśl: „Czy ja naprawdę nie mogę mieć czasu dla siebie?”.
Na basen, do kina, teatru, a gdy dzieci podrosną: na imprezy towarzyskie – rodzicu czy masz tyle sił i ochoty, by także w weekend wsiadać w samochód i jechać, jechać? Randka córki, a tatuś czeka w samochodzie, bo przecież pociecha nie wróci wieczorem sama. Oj, gorzko i śmiesznie bywa czasami. To może przykre, ale czas nauki i życie na wsi w ogóle nie idą w parze, co prowadzi do wniosku, że dopiero na wylocie edukacji pociech można myśleć o wyprowadzce z miasta.
Tak oto wieś kusi nas swoją słodyczą, a później podtruwa trucizną w małych codziennych dawkach. I można by postawić tu kropkę, gdyby nie to, że przecież większość inwestorów obok „chcę” dodaje „muszę” budować z dala od miasta, by finansowo sprostać wyzwaniu. Teraz więc ku pokrzepieniu powiemy, jak bezpiecznie wylądować na wsi.

Szlachetna idea – wieś

Czy odradzamy życie na wsi? Nie. Kierunek jest jak najbardziej słuszny, a o ludziach, którzy budują się tam, myślimy z najwyższym uznaniem. Dlaczego? Bo w idei wiejskości jest jakaś szlachetność. Mówisz „dom na wsi” i myślisz o podstawowych wartościach: życie w zgodzie z naturą, kontemplacja piękna, poświęcenie się rodzinie, radości z dzieci, wewnętrzny spokój. Miasto jest rozedrganym, gnuśnym tworem, w którym ludzie są nijacy, spędzają czas przed telewizorem, hałasują w swoich mieszkaniach, rzucają pety na chodnik, a ich psy załatwiają swoje potrzeby gdzie popadnie. Wieś to wyzwanie – tak jest naprawdę – to ciągły najwyższy stan mobilizacji: tak organizować życie, by dzieci były zajęte i szczęśliwe, by ogród piękniał, a przyjaźń umacniała się przy wspólnym grillu. Wieś to przedłużenie aktywności z czasu budowania – już nigdy więcej bezsensownego spędzania czasu przed telewizorem.
Kiedy szukasz działki, musisz postępować jak Odys, który kazał się przywiązać do masztu, by nie ulec kuszącemu głosowi syren. Twoje syreny to krajobraz: las, odludzie, piękny widok, jezioro. Te uroki z czasem będą robić wrażenie bardziej na obcych niż na tobie. Po prostu się opatrzą, szczególnie gdy przyjdzie ci w piękny zimowy ranek odśnieżać 100 m polnej drogi chwilowo niełączącej was z cywilizacją. Dlatego zawsze szukaj działki pod kątem praktycznym. A więc:

Działka w skupisku nowych domów. To takie odważne – rzucić się na głęboką wodę i zbudować dom na polu, na którym rok temu szumiało zboże. Wielu ludziom ta sztuka się udaje. Może jednak warto działać nie aż tak pioniersko? Czy nie lepiej skrzyknąć się w kilka rodzin – przyjaciół, znajomych z pracy, a nawet znajomych z Forum. Razem łatwiej – to znana dewiza.
Sąsiedzi z miasta są jak rodzina. Ludzie o podobnych aspiracjach, często wpodobnym wieku, z dziećmi. Macie szansę stworzyć lokalną społeczność, razem rozwiązywać problemy komunikacyjne, razem spędzać czas. Bliskie sąsiedztwo to także zwykle lepiej zurbanizowany teren – doprowadzone media, większe bezpieczeństwo, wypracowane układy z lokalnym handlem. Naprawdę same korzyści, choć samotnicy marzący o wychodzeniu na taras w gatkach będą się zżymać.

Bliskość komunikacji zbiorowej. Jeden autobus co godzinę to za mało! Autobus linii podmiejskiej, kolejka dojazdowa, komunikacja prywatna – muszą być z góry wpisane w plan życia rodziny. Kto z góry zakłada, że jedynym sposobem dojazdu będzie prywatny samochód, funduje sobie łamigłówki nie do rozwiązania – patrz wyżej. Można z tym sądem polemizować albo nie, ale bez autobusu, który jeździ co pół godziny, nie uda się wygodnie zamieszkać na wsi.

Mały dom, mała działka. Kogo stać, niech buduje wielkie domiszcze, ale praktyka pokazuje, że dom jest dla człowieka, a nie odwrotnie. Kiedy dom jest mały – do 150 m² powierzchni netto – rodzina jest w stanie utrzymać porządek w domu i w ogrodzie. Wielkość działki może być różna, optymalna to do 1000 m².
Każda działka, cokolwiek na niej rośnie – nawet trawnik – wymaga sporych nakładów pracy. Warto o tym pamiętać. Na przykład sad to świetny pomysł, ale w praktyce trudno być dobrym ogrodnikiem – trzeba na czas wykonać zabiegi pielęgnacyjne, opryski i tak dalej. Gdy mamy więcej terenu, najlepiej część zalesić.

Jak najmniejsza odległość. To tylko tak się mówi, że gdy jedziesz samochodem, nie ma różnicy między 15 a 20 km. Różnica jednak jest – chociażby w czasie dojazdu. Im dalej od miasta, tym dalej do sklepów, ośrodków kultury, szkoły, na dworzec. Po prostu niewygoda. Gdzieś na 15. kilometrze w warunkach warszawskich przekracza się granicę: „blisko-daleko”. Po 25 km jest już „bardzo daleko”, a dom staje się celem podróży.
Szukając działki, trzeba iść na wiele kompromisów, ale warto wybrać:
– bliżej, choć w niezbyt ładnym miejscu,
– drożej, ale blisko przystanku autobusowego,
– głośniej, ale na peryferiach miasta.
Ciekawą obserwację daje Puszcza Kampinoska. Większość inwestorów z Warszawy wybiera kierunek zachodni – tam trzeba dojeżdżać wąską drogą dwukierunkową. Kierunek na północ to dwupasmowa trasa szybkiego ruchu. Gdzie łatwiej poruszać się zimą? Warto minimalizować zagrożenie związanie z podróżowaniem.

Szkoła! To nieprawda, że szkoły wiejskie dają mniejsze szanse niż miejskie. W szkole podstawowej wiele zależy od nauczycieli. Bardzo często posłanie dziecka do szkoły na wsi to jakaś klęska, ale dlaczego nie poszukać sąsiedztwa oświaty z ambicjami – szkoły słynącej z tego, że nauczycielom się chce, jest sala komputerowa, są zajęcia dodatkowe. Nie wolno zakładać, że takich placówek nie ma. Dziecko, które chodzi do szkoły na miejscu, to wielki wasz sukces. Zostajecie członkami lokalnej społeczności, dziecię ma na miejscu kolegów – same plusy. Dla tych plusów warto wybrać szkołę wiejską nawet o średnim poziomie. W końcu to od rodziców zależy, czy ich pociecha będzie chciała się kształcić.

Pamiętaj o ideałach. A kiedy już zamieszkasz, dojazdy, niedokończona budowa, kredyt do spłacenia mogą tak cię zająć, że dawne marzenia i ideały wydadzą ci się śmieszne.
Cisza, kontemplacja widoków, spokojne życie? Dobre sobie. Pobudka o 5.40!
Tak nie można. Kochasz przyrodę –jeździj na rowerze, niech wejdą ci w krew spacery i długie marsze. Dziecko marzyło o psie? Niech zatem będzie pies, nawet dwa, i jeszcze kot, świnka morska, przygarnięta sroka ze złamanym skrzydłem, jeż, który dał się złapać w ogrodzie. Cierpiałeś na brak ruchu w mieście? – zacznij biegać po łąkach i lasach wokół domu. Narzuć sobie tygodniową normę – na przykład trzy biegi w tygodniu. Może dojdziesz do trasy maratończyków. Martwiła cię nijakość waszego związku? No to teraz masz pole do popisu. Wieś i odległość wiążą rodzinę na dobre i na złe. Nie musisz się martwić, że dzieci nie są pod kontrolą. Żona może rozwinąć skrzydła podczas urządzania domu i ogrodu, mąż we wszystkich pracach. Dom na wsi może być dla was nieustannym źródłem radości i pasji – jeśli postaracie się, by to drugie narzeczeństwo nie zgasło pod naporem obowiązków. Jednym słowem, wieś to wyzwanie dla wszystkich domowników – musicie zrobić wszystko, by sprostać temu życiowemu zadaniu.

Najbezpieczniejsze wybory. A może warto poświęcić maksimum energii, by znaleźć działkę na peryferiach wielkiego miasta? Wciąż trafiają się okazje – można kupić mniejszą działkę, działkę rolną w trakcie odrolnienia, dom do remontu. Dom wciąż jest inwestycją na całe życie. Gdyby spojrzeć daleko w przyszłość – na emeryturze bliżej będzie do lekarza, a wnuki przyjadą do dziadków na rowerach.
Chyba że w Polsce wiele się zmieni. Adekwatne staną się porównania do Zachodu. Tam dojeżdżają i 100 km – ale autostradą, która bezkolizyjnie dowozi ludzi do centrum miasta. Gorzej, jeśli autostrada nie zostanie zbudowana, a więcej ludzi wpadnie na ten sam pomysł co my, by budować na wsi.

Budować? Jeśli nie na wsi, to znaczy nie budować wcale – taki oto dylemat mają inwestorzy z wielkich miast. Odpowiadamy: „Budować, ale znając wszystkie za i przeciw, podnieść poprzeczkę wymagań przy wyborze działki”. Tylko, broń was Boże, nie mówcie: „Bo tam jest ładnie”. To początek wielkich kłopotów...



Warto zwrócić uwagę na pozornie nieistotne zagrożenia: sąsiedztwo pola? To znaczy, że będą opryski, kartoflisko jesienią i ciągły niepokój, czy gospodarz nie zaorze nam płotu. O wiele bezpieczniej budować przy łące, sadzie, nieużytku.
Autor: Andrzej T. Papliński
Jeśli na wieś, to najlepiej razem – będzie o wiele łatwiej zbudować, a później żyć.
Autor: Andrzej T. Papliński
Samotność na wsi to także pytanie o bezpieczeństwo.
Autor: Andrzej T. Papliński

Za i przeciw (na podstawie Forum i naszej ankiety)

Za
Piątka: Działka jest 45 min drogi od miasta. Całym sercem ciągnie mnie na łono natury. Mam dosyć reklam, smrodu, hałasu, szybkiego tempa, anonimowości, osiedlowych grupek, przemocy jednych dzieci w stosunku do drugich, wszystkowidzących sąsiadów kopcących na balkonach, niesprzątanej windy, tego, że nie mogę na bosaka wyjść na dwór. Dodam, że dzieci się cieszą na samą myśl o domku.

Paty: Świadomie wybrałam wieś. Mam ciszę, spokój, piękne widoki, las i dobry dojazd asfaltową drogą. A moja córka ma kilkunastu znajomych mieszkających w pobliżu. Do szkoły i pracy codziennie dojeżdżamy do miasta. Popołudniowe zajęcia (angielski, basen, karate) są tak organizowane, żeby przynajmniej kilkoro dzieci jechało w tym samym czasie – są ustalane dyżury na ich odwożenie i przywożenie. Przy dobrej organizacji mieszkanie na wsi nie stanowi żadnego problemu, a korzyści są chyba o wiele większe.

Jagna: Jak porównuję dzieciarnię z warszawskich podwórek i ze szkół z dzieciakami ze szkoły z Pomiechówka (a wiem, bo od września w niej uczę), to jest różnica na plus dla wsi.

Becik: A mnie krew zalewa, kiedy widzę w wakacje młodzież włóczącą się z nudów po miejskich osiedlach. Na wsi to mogą sobie przynajmniej poszaleć na rowerkach albo pójść do lasu na grzyby. Co do kin, to poziom współczesnych filmów jest taki, że nie ma czego żałować. Zamiast wycieczki do Burger-Dajni można zorganizować grilla.
Jeśli zaś chodzi o edukację – wszystko zależy od dobrych chęci.

Kodi_gdynia: W dobie Internetu granice się zlewają. Bardzo często wieś to już nie tylko obory, krowy i tak dalej. Powstaje masa domków, mieszkają tam ludzie z miasta, tworzą się małe miasteczka, które nie przypominają wsi.

Opal: Generalnie uważam, że wszędzie jest szansa na rozwój. Oczywiście że to w mieście jest dostęp do edukacji, rozrywki, kultury. W tym sensie miasto ma przewagę. Ale nie oszukujmy się – są w mieście ludzie, którzy nigdy nie byli z dziećmi w teatrze. Dla chcącego nic trudnego. Jak ktoś naprawdę się interesuje, to dojedzie.

jaro: Wieś? Ogród, spokojniejsze życie bez „wyścigu szczurów”, zgodne z rytmem przyrody. W zimie razem z sąsiadami odśnieżamy, na wiosnę razem kosimy trawę, sadzimy, siejemy, w lecie razem palimy ogniska i gawędzimy w długie letnie wieczory pod gołym niebem.

Osówka: Przeniesiemy się na wieś, 35 km od Warszawy. W słoneczną sobotę widzieliśmy smog nad stolicą, a my poszliśmy na spacer. Cicho, pięknie, bezpiecznie. Obce dzieci mówią „dzień dobry” – szok. Pani w sklepie po kilku wizytach traktuje nas jak swoich. No i do pracy niedaleko – 30 km. Też będę wozić córkę do szkoły, na zajęcia, na randki. To jest okup za mieszkanie w naszym domu. Warto? Warto!

Przeciw
Ewa: Mieszkałam w domu oddalonym od ludzkich osad. Wieś miała wiele zalet, ale dojazdy były koszmarem. A te zimowe to już kompletnie nas dobijały. Często mieliśmy wrażenie, że nasze życie rodzinne toczy się w samochodzie. Na wyjazdy w celach rozrywkowych i towarzyskich często zwyczajnie brakowało chęci.
Romantyczne śpiewy ptaków już zaliczyliśmy, piękne widoki na odludziu też. Obecnie raczej stawiamy na wygodę, trochę mniej na urodę miejsca. I dlatego postanowiliśmy, że już nigdy w życiu nie zamieszkamy w miejscu, w którym jedynym środkiem komunikacji będzie własny samochód.

anna99: Przeszłam przez to wszystko i nie zazdroszczę. Aż się zdziwicie, jak szybko będziecie mieli tego dość. Przez kilkanaście lat byłam domowym transporterem. Na to trzeba mieć dużo kasy, cierpliwości i czasu. Wasze życie popołudniowe niemal legnie w gruzach. Przy mojej dwójce dzieciaków miałam ustalony „grafik”. Niekiedy wolałam dać na taksówkę, niż znowu się wlec, szczególnie po ciemku.
Jak podwoziłam swoich na imprezy, to wysiadali za rogiem, bo to obciach, że matka siedzi za kierownicą. I wcale nie dlatego, że wstydzili się rodziców.

Danajot: Mieszkam 40 km od Poznania. Codziennie dojeżdżam do pracy w tym mieście samochodem. Trwa to już prawie pięć lat. Koszmarrrrrr. Przy sprzyjających warunkach jadę 30 minut i drugie tyle przez miasto. W złych warunkach atmosferycznych czas przejazdu wydłuża się o pół godziny. Codzienny dojazd zabiera mi dwie do trzech godzin. Zimą wyjeżdżam po ciemku i gdy wracam, jest ciemno, a wiosna i lato trwają za krótko.
Dom jest ładnie usytuowany, mam piękny ogród, ale coraz częściej tęsknię za niezaplanowanymi spotkaniami ze znajomymi, wieczornymi wypadami do kina lub późnymi wizytami w markecie. Teraz żyję w ciągłym napięciu: rano biegiem, bo na 7 do pracy, wstać trzeba o 5.20, po pracy biegiem zakupy i jak najszybciej do domu. Szybko obiad, kawa i robi się wieczór. Trzeba się w miarę wcześnie kłaść, bo trzeba wcześnie wstać.
W weekend nadrabiam zaległości w praniu, sprzątaniu, zajmuję się ogrodem, bo chwaścisko wyrosło okrutne. Nawet pies wychodzi z nami na spacery tylko w sobotę i niedzielę. Uczucie radości z posiadania własnego domku z ogródkiem rozmywa się.

Maluszek: Moja dziesięcioletnia córka nie jest zadowolona z przeprowadzki. Bardzo narzeka, że nie ma koleżanek, a przez to nie ma co robić. A już najbardziej jest niezadowolona z tego, że musi bardzo wcześnie wstawać, żebyśmy ją zawieźli do szkoły.
Do tej pory szkołę miała niedaleko, a teraz musi wstawać o 6.30 – wcale się jej nie dziwię, bo sama nie lubię tak wcześnie wstawać, ale teraz nie ma wyboru. Do niedawna miałam 5 min do pracy, a teraz jadę 50 min w korkach.

maciek s: Dojeżdżam do pracy 45 km. Żona – 28 km. Tracimy czas na dojazd i pieniądze na paliwo. Jesteśmy później w domu, musimy wcześnie wstawać, dlatego budujemy dom w odległości 1 km od pracy żony. Dzieci będą miały blisko do szkoły. Do stacji PKP mamy 800 m, a centrum miasteczka niewiele dalej. Ja nadal będę dojeżdżał, ale już tylko 14 km. Nie możemy się doczekać, kiedy skończy się udręka z tymi dojazdami.

ziaba: Pokonanie w Warszawie 30 km w czasie szczytu (7-9 i 12-20) jest gwoździem do trumny każdego najbardziej zakochanego w swoim domu właściciela. To są godziny zupełnie stracone. Życie w stolicy nie jest takie cudne, odległości od punktu A do punktu B nie liczy się w kilometrach, ale w czasie dopełzania z prędkością w porywach do 30 km/h. Dlatego zasada wyboru miejsca budowy domu to decyzja – drożej, żeby potem było taniej, i na odwrót.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz